Jeśli się czegoś pragnie, robi się wszystko, by to osiągnąć.

Jeśli się czegoś pragnie, robi się wszystko, by to osiągnąć.

Pani Justyna sama mówi o sobie, że była kiedyś "grubasem". To jednak nie lenistwo ani nie zła dieta były przyczynami jej otyłości. Choroba i przyjmowane leki spowodały zwiększenie apetetu i uniemożliwły prowadzenie aktywnego trybu życia. Jak tylko poczuła się lepiej, postanowiła zawalczyć o pięknę sylwektę. Efekt? Jeszcze nigdy nie wyglądała tak dobrze jak teraz!

Dzisiaj Pani Justyna apeluje, żeby pochopnie nie oceniań innych, a jednocześnie udowadania, że wystarczy chcieć i działać, żeby spełniać swoje marzenie. Inspiruje do zmian i motywuje innych do działania. Podczas krótkiej rozmowy z naszą redaktorką, zdradziła, jakie jest jej sposób na skuteczne odchudzanie. Zapraszamy do lektury!

 

Kalkulator Kalorii: Pani Justyno, zależało nam na rozmowie z Pania, ponieważ udało się Pani osiągnąć spektakularny efekt w odchudzaniu. Chciałabym jednak zacząć od początku. Co sprawiło, że Pani masa ciała zaczęła rosnąć?

 

Pani Justyna: Po pierwsze – bardzo się cieszę na tę rozmowę. Dzięki temu ze swoją historią będę mogła trafić do większego grona odbiorców, co sprawi, że wiele osób zobaczy, że można, jeśli tylko się chce! Ale od początku… Pewnego dnia na moich nogach zaczęły pojawiać się bolesne guzki, których było coraz więcej i więcej. Po kilku tygodniach okazało się, że zachorowałam na rumień guzowaty. Zgrubień robiło się coraz więcej, a ja nie byłam w stanie z bólu się poruszać. Na długie tygodnie zostałam uziemiona. Całymi dniami leżałam. Do tego doszły sterydy, które nie dość, że zatrzymały w moim organizmie wodę, to sprawiły, że moje łaknienie było większe i większe. Jedzeniem kompensowałam sobie to, co mnie spotkało. Nie pomagała babcia, która robiła dokładnie to samo i przy codziennych wizytach witała mnie paczką ulubionych

ciastek…

 

dietetyczka

Bezpłatna Analiza Dietetyczna

Dowiedz się jakie błędy żywieniowe popełniasz i co zrobić by schudnąć.

Rozpocznij analizę

 

 

K.K: Od czego zaczęła Pani odchudzanie? Od ćwiczeń? Zmiany diety? Może jakiś specjalnych kuracji?

 

Pani Justyna: Początkowo udałam się do dietetyka. Dieta ta jednak była ułożona w taki sposób, że ze względu na to, iż wielu rzeczy po prostu nie lubię, nie byłam w stanie wytrwać. Wciąż jadłam to samo i ukochane pomidory po miesiącu dosłownie wywoływały u mnie mdłości. Trwało to dwa miesiące. Fakt, schudłam około sześciu kilogramów, ale z zakończeniem diety wróciłam do poprzednich nawyków. Później po prostu coś we mnie pękło. Na wadze zobaczyłam 75 kg i to okazało się momentem zwrotnym. Zmieniłam wszystko. Przede wszystkim myślenie. Postawiłam sobie jasny cel: 20 kg mniej. Nie liczył się czas, miałam to po prostu zrobić.
Ograniczyłam fast foody, słodycze, w ogóle jedzenie. Zaczęłam jeść regularnie (5 – 6 posiłków dziennie). Unikałam pustych kalorii jak panierki, dodatkowa porcja tłuszczyku na ziemniaki, produkty typowo pszeniczne zamieniłam na pełnoziarniste. Do tego 5 razy w tygodniu chodziłam na basen. Piłam co najmniej 1,5 litra wody dziennie. Herbaty? Zielona i czerwona. Kawa? Tylko zbożowa. Zaczęłam też planować posiłki i liczyć kalorie.

 

K.K: Jakie zmiany w diecie uważa Pani za najważniejsze?

 

Pani Justyna: Myślę, że właśnie ta kontrola kalorii bardzo mi pomogła. Wiedziałam, ile mogę zjeść, kiedy nie dojadam, a kiedy przesadzam. „Zdrowe” odpowiedniki popularnych produktów również nie były tu obojętne. Pełnoziarnisty makaron, czy chleb pomogły mojemu organizmowi przyspieszyć, rozkręcić się na nowo.

Czy wiesz, że...
Nasi dietetycy mogą ułożyć dla Ciebie dietę, idealnie dopasowaną do Twoich preferencji. Dzięki temu dieta będzie nie tylko skuteczna, ale także dopasowana do Twojego trybu życia oraz na pewno będzie Ci smakować.
Więcej informacji na temat naszych diet przeczytasz na stronie zalety Diety Extra Smacznej »

 

 

K.K: Miała Pani możliwość korzystania z naszej aplikacji – Dziennika Kalorii. Co myśli Pani na jej temat?

 

Pani Justyna: Powiem szczerze. Byłam jej bardzo ciekawa, ale też obawiałam się mojego lenistwa. Tego, że nie będzie mi się chciało wszystkiego notować, że będzie trwało to zbyt długo. Bardzo się myliłam. Szybko załapałam, o co chodzi i zapisywanie oraz kontrola kalorii sprawia mi po prostu frajdę. Jem, co chcę, ale nie muszę zastanawiać się, czy jeszcze mogę, czy już nie. Do tego sama baza produktów jest już dość obszernie rozbudowana, co nierzadko pozwala zaoszczędzić chwilę. Jeśli okazuje się, iż danego produktu w bazie nie ma, minuta i już jest.

 

K.K: Komu najbardziej poleciłaby Pani Dziennik Kalorii?

 

Pani JustynaJeśli miałabym wskazać konkretne grono osób, to byłyby to takie, które chcą schudnąć, ale mają problem z nadmiernym apetytem, przejadaniem się oraz podjadaniem między posiłkami, a także totalnie „zielonymi” w kwestii odchudzania. Aplikacja nie tylko podpowiada, ile kcal powinno się pochłonąć danego dnia, ale kładzie również nacisk na makroskładniki (węglowodany, tłuszcze, białka). Dzięki temu o wiele łatwiej ułożyć sobie zbilansowaną dietę i kontrolować ją. W rezultacie chudniemy, ale bez uszczerbku na zdrowiu.

 

 

K.K: Czy podczas odchudzania brakowało Pani jakieś konkretnych dań czy słodyczy? Jak sobie Pani radziła, gdy przyszła ochota na coś „zakazanego”?

 

Pani Justyna: I tak i nie. Pierwsze dwa tygodnie były najgorsze, bo chciałam totalnie odgrodzić się od słodyczy, które były dla mnie codziennością. Udało się. Kiedy poczułam, że zapanowałam nad sytuacją, zaczęłam wprowadzać je z powrotem (po około dwóch miesiącach od rozpoczęcia diety). Wychodzę z założenia, że wszystko jest dla ludzi i ja też mogę pozwolić sobie na coś słodkiego. Często zamieniałam je na owoce, smoothie albo świeży sok, ale nie odmawiałam sobie również czekolady, czy lodów. Były także wypady na pizzę. Oczywiście nie dzień w dzień! Byle mieścić się w ustalonych odgórnie ramach kalorycznych.

 

K.K: A chwile trudności i załamania? Pojawiały się? Jeżeli tak, to w jaki sposób wychodziła Pani z kryzysów?

 

Pani Justyna: Powiem szczerze, że nie pamiętam czegoś takiego. Byłam tak strasznie zdeterminowana na cel, że wszystko inne się nie liczyło, nie było, że „boli”. Myślę, że bardzo, obok wsparcia bliskich, pomógł mi sport – pływanie. To na basenie mogłam wyrzucić swoje frustracje i złość, oczyścić głowę i wyjść z niego z nową energią. A, że pływanie to najlepiej angażujący mięśnie sport…

 

 

K.K: Nasi Klienci często doptują, jak radzić sobie z dietą, kiedy w rodzienie czy pracy nikt się nie odchudza. Czy dla Pani był to kłopot?

 

Pani Justyna: Tak, ale nie ze względu na to, że patrzyłam na posiłki innych i ich pragnęłam. Bardzo irytowało mnie to, że idąc w goście wmuszano we mnie kolejne posiłki, nie pytając, czy ja mam w ogóle na nie ochotę. Nie wszyscy byli w stanie zrozumieć, że potrzebuję schudnąć…

 

K.K: A czy mogła Pani liczyć na wsarcia najbliższych? Trzymali za Panią kciuki czy raczej nie poruszali tematu odchudzania?

 

Pani Justyna: Różnie. Babcia oczywiście uważała, że wyglądam dobrze i przy każdej wizycie próbowała wciskać we mnie słodycze, co niezmiernie mnie denerwowało. Na szczęście później jej przeszło. Podczas diety mieszkałam jeszcze z rodzicami. Uważali, że potrzebuję schudnąć i tak naprawdę rozumieli mnie, nie robili pod górkę, często gotowaliśmy to, czego ja chciałam, ale dieta nie była tematem numer jeden. Bynajmniej nie na początku. Najważniejszym wsparciem jednak był dla mnie Mój obecny Narzeczony. Czasem udało Mu się wyciągnąć mnie na lody, ale samo to, że był przy mnie i rozumiał, iż potrzebuję schudnąć wiele mi dało. Towarzyszył mi również na basenie, co jakby jeszcze bardziej zachęcało mnie do wizyt na pływalni. Nie był to żmudny obowiązek, a po prostu zabawa. Kiedy już zbliżałam się do wymarzonej wagi, rodzina zaczęła się o mnie bać, podejrzewali anoreksję. Cóż. Minus 25 robi swoje. Na szczęście zrozumieli, że mają do czynienia z osobą odpowiedzialną i kolokwialnie mówiąc: wyluzowali i wspierali mnie dalej.

 

K.K: Gdyby z całej historii swojego odchudzania miała Pani wyciągnąć jeden, najważniejszy wniosek, jakby on brzmiał?

Iść prosto do celu. Po prostu. Może brzmi banalnie, a może strasznie dla osób, które mają problem z utrzymaniem postanowień. Ale proszę mi uwierzyć: jeśli się czegoś pragnie, robi się wszystko, by to osiągnąć. A radość po zwycięstwie daje większej mocy do kolejnych działań i hartuje charakter.

 

Polecamy także:

Skomentuj ten artykuł:

comments powered by Disqus